Geoblog.pl    Liberwig    Podróże    Lądem do Indochin - 2005    W drodze do Vientiane
Zwiń mapę
2005
18
cze

W drodze do Vientiane

 
Laos
Laos, Vientiane
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 11303 km
 
Właścicielka hotelu jest bardzo miła ? w przeciwieństwie do dotychczasowych doświadczeń, nie miała nic przeciwko samodzielnemu praniu, a nawet pozwoliła skorzystać ze swojej wystawionej na słońcu suszarki. Jeszcze wczoraj wieczorem wracając do hotelu ustaliliśmy, że autobus do Vientiane odchodzi o 12.00. Tym razem za motorikszę na dworzec zapłaciliśmy po 5.500 kipów i to bez dłuższego szukania chętnych, na szczęście ?związkowa? mafia nie jest jeszcze w stanie kontrolować wszystkich zakątków miasta.

Autobus ruszył z półgodzinnym opóźnieniem ? szofer z dezaprobatą przyglądał się pustym siedzeniom, w końcu jednak dostał chyba jakieś ponaglenie i ruszyliśmy. Oby tylko nie zapeszyć, autobus nie ma klimatyzacji, a konstrukcja okien uniemożliwia otworzenie ich dalej, niż do połowy. Chyba, że znajdą jakiś sposób, albo zaczną wybijać szyby, z takimi to nigdy nie wiadomo.

Tym razem jazda to już prawie przyjemność, autobus jest w miarę wygodny, znów wijemy się między robiącymi wrażenie górami. Prawie na każdym zakręcie drogi kilka stojących sznurkiem prymitywnych, drewnianych chatek na palach. Drzwi do każdej są szeroko otwarte ? mieszkańcy albo cierpią na klaustrofobię, albo odczuwają nieodpartą potrzebę przekonania wszystkich, że nie mają nic do ukrycia. Chatki są dosyć ciekawie stawiane ? pobocze jest zbyt wąskie, aby pomieścić nawet jedną, więc prawie połowa każdej wystaje ponad osuwiskiem skarpy podparta długimi drewnianymi balami. Co będzie, jeżeli ulewny deszcz, którego tu przecież nie brakuje spowoduje osunięcie się ziemi? Z drugiej strony, jeżeli do tej pory ciągle stoją, to pewnie mają na to jakiś patent, albo co bardziej prawdopodobne, nie zdają sobie sprawy z problemu.

Na miejscu byliśmy około 22.30 i znów okazało się, że dworzec na którym kończył trasę autobus jest kawałek od centrum miasta. O tej porze było już pusto, jeden z nielicznych przechodniów poinformował nas, że do centrum jest przynajmniej ze 3 kilometry. W pobliżu był jakiś hotel, ale zdecydowaliśmy się na ten dłuższy spacer. Nie uszliśmy daleko, podjechały do nas dwie dziewczyny na skuterach proponując podwiezienie do centrum i po 10 minutach byliśmy na miejscu. Wysadziły nas przed jedynym znanym im tu hotelem ? Sihom Guest House. Nie chciały pieniędzy i były zakłopotane nawet, gdy zaproponowaliśmy im przynajmniej colę w przyhotelowej restauracji. Sam hotel był jednak koszmarny ? 5$ za ciasną dwójkę bez łazienki, z obleśnie brudną pościelą. Ściany pomazane krwią i dziesiątkami porozgniatanych insektów wszelkiego autoramentu, a co najciekawsze, sufit zbity był z krzywych i nie dopasowanych do siebie desek, będących jednocześnie podłogą piętro wyżej. Nad nami musiał być kawałek innego pokoju i korytarz, bo ciągle słychać było tupanie i dzikie wrzaski, do tego przy każdych krokach na górze piach sypał się nam na głowy, a przez ponad centymetrowe szpary w deskach widać było niebo. Z drugiej strony pokoju, nad nami, patrząc w podłogę można było zafundować sobie darmowy reality show z naszym udziałem.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (3)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
jacek
jacek - 2008-11-12 09:32
bomba
 
 
Liberwig
Robert Wasilewski
zwiedził 9.5% świata (19 państw)
Zasoby: 155 wpisów155 38 komentarzy38 414 zdjęć414 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
09.08.2001 - 06.10.2001
 
 
22.05.2005 - 20.08.2005