Geoblog.pl    Liberwig    Podróże    Lądem do Indochin - 2005    W Bangkoku bez zmian
Zwiń mapę
2005
16
lip

W Bangkoku bez zmian

 
Tajlandia
Tajlandia, Bangkok
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 15372 km
 
Tym razem było naprawdę ostro, jak tak dalej pójdzie, to wyląduję tu albo w szpitalu, albo w celi śmierci. Autokar był klasy delux, co oznaczało klimatyzację tej samej jakości. Wyjechaliśmy z Hat Yai o 20.00 i już po godzinie siedzenia pół metra od tego kurestwa rozbolały nas głowy i jako bonus dostałem ostrego kataru. Różnica między temperaturami na zewnątrz i w autobusie wynosiła ponad 15 stopni ? na zewnątrz 30, w środku góra 15. W nocy było potwornie zimno, nauczeni doświadczeniem przed wejściem do autokaru wybebeszyliśmy plecaki wyciągając długie spodnie, skarpetki, swetry i polary, ale przy panującej wewnątrz temperaturze mogliśmy liczyć co najwyżej na efekt placebo. Zaczęło się już w Chinach (pociągi), od tego czasu dosłownie co kilka dni mamy objawy infekcji nosa, gardła i zatok. Teraz już rozumiem, dlaczego wszyscy tu tak zapamiętale plują i smarkają. W jednym z przewodników o Chinach przeczytałem, że ich zwiększona podatność na infekcję dróg oddechowych wynika ze spłaszczonych nosów, charakterystycznych dla rasy skośnookiej. Gdyby mądrala, który to napisał przejechał choć godzinę tutejszym autokarem lub pociągiem, to nie bredziłby o ?kształcie nosa? jako przyczynie tych chorób. Kilka razy, najuprzejmiej jak tylko potrafiłem prosiłem obsługę autokaru o przynajmniej godzinę amnestii od tego cholerstwa, ale mieli miny jakbym prosił ich o oddanie narządów do transplantacji. Co za popieprzone bezmózgi. Przecież nie chodzi o siedzenie w zaduchu i smrodzie, ale można byłoby chyba ustawić ten nawiew na temperaturę nie narażającą na utratę zdrowia. Najbardziej irytujący jest dowód ich kretynizmu ? rozdają wszystkim małe koce do przykrycia, co znaczy, że doskonale zdają sobie sprawę z uciążliwości jaką wywołują nastawiając to gówno na maxa. Religia zabrania im to przykręcić, czy jak? Przykrycie kocem pozwala ogrzać się od szyi w dół, ale lodowaty wiatr cały czas atakuje głowę i trzeba go wciągać w płuca, a zarzucenie koca na głowę nie pozwala swobodnie oddychać. Nad ranem już nie wytrzymałem i zwymyślałem kierowcę tak, że naprawdę niewiele brakowało do rękoczynów.

Na South Terminal w Bangkoku przyjechaliśmy kilka minut przed 8-mą i spławiając natrętnych taksówkarzy postanowiliśmy poszukać miejskiej komunikacji. Nareszcie coś miłego na dzień dobry. Facet, którego pytaliśmy o autobus na Khao San zaproponował nam podwiezienie swoim samochodem ? było mu po drodze. Pół godziny później byliśmy na miejscu. Kamila chciała dać mu na pamiątkę jakąś pocztówkę z Polski ? zabrała kilkanaście na drobne prezenty dla wszystkich, którzy wyświadczyli nam jakąś uprzejmość, ale kiedy zaczęła grzebać w plecaku facet chyba pomyślał, że szukamy pieniędzy by mu zapłacić i pośpiesznie odjechał.

Tym razem znaleźliśmy dużo lepszy hotel ? Sweety Guest House (160 bathów, dwójka bez łazienki, ale czysta) ? niedaleko Khao San, wejście również od głównej ulicy, przez zakład fryzjerski. Dziś sobota, więc nie ma po co bujać się do konsulatu kambodżańskiego. Po tych dwóch koszmarnych nocach w autokarach miło będzie teraz zalegnąć aż do jutra rana...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
Liberwig
Robert Wasilewski
zwiedził 9.5% świata (19 państw)
Zasoby: 155 wpisów155 38 komentarzy38 414 zdjęć414 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
09.08.2001 - 06.10.2001
 
 
22.05.2005 - 20.08.2005